Tumblelog by Soup.io
Newer posts are loading.
You are at the newest post.
Click here to check if anything new just came in.

February 04 2013

22:21
Albo jesteś albo Cię nie ma. Nie ma nic pośrednio. 
Albo kochasz albo nienawidzisz. 
Albo jesteś chłopcem albo mężczyzną.
Albo jestem kobietą albo dziewczynką
Nie ma nic pośrednio.
Dlatego masz czas do jutra by pokazać jaki z Ciebie mężczyzna. I ile jeszcze chuja w Tobie zostało. No przepraszam. Nie jestem w stanie tolerować tego, że obchodzisz się ze mną jak ze szmacianą lalką. Po prostu to nie ta Karoliną, która znałeś dwa lata temu. 
Nie zdajesz sobie sprawy co przeżywam.  Nigdy nie potrafiłeś sobie tego wyobrazić. Znowu zepsułeś mój świat. Nie dam Ci trzeciej szansy... po prostu jej nie przeżyję.  Jeśli jutro znowu wpadnę w stan euforii pewnie będę odwoływać wszystko co tutaj powiedziałam, ale muszę udokumentować gdzieś to jak Cię cholernie nienawidzę, i kocham jednocześnie. Tylko w tym mogą wystąpić jakiekolwiek sprzeczności i wyjątki od reguły.
Wiesz co jest najgorsze? Myślałam że Cię dorwali i zabili za to wszystko co zrobiłeś. A ty tak po prostu wyłączyłeś telefon. I myślałeś, że się o tym nie dowiem. To jest dopiero smutne.
Wiesz... w piątek mam randkę. Z Marcinem, czy tam Markiem. Nie wiem jak miał na imię. Może akurat... może chociaż to zostawi na Twoim sumieniu chociaż małą rysę. Że ja naprawdę mogę kogoś mieć. 
Reposted bykapsucieknijmizEveRLuukkacolorful931

February 03 2013

02:26
Gdzie jesteś. Co robisz. Dlaczego masz wyłączony telefon. Piję. Nie mam od Ciebie wiadomości od dwóch dni. Nie jestem w stanie powiedzieć co znowu zrobię po tym jak się pojawiłeś. Wróć. Odezwij się. Proszę Cię daj mi znak, że to co się stało nie było snem. Proszę... nie przeżyję kolejnych dwóch lat bez Ciebie. Nie wiem co zrobię dzisiaj kiedy się obudzę. Oddam wszystko. Trzymam swój największy skarb w rękach. Czuję Cię. Pamiętam. Odezwij się a obiecuję, że już nigdy w życiu nie zwątpię. Wróć. Przecież Cię kocham.
Reposted byhappilyneverafterjustfeel

February 01 2013

20:51
Wróciłeś, jesteś, żyjesz, istniejesz. Po prawie dwóch latach, wreszcie mam pewność, że to mi się nie przyśniło. Wreszcie mogę z czystym sercem powiedzieć, że wiem kogo kocham. Chcesz się ze mną spotkać. Chcesz. Chcesz, Chorujesz. Żyjesz. Istniejesz. Jesz. Jeździsz. Chodzisz. Pracujesz. Oszukujesz. Kłamiesz. Śpisz. Oddychasz. Robisz tyle rzeczy. 
Za niedługo wyjedziesz... ale dopóki jesteś. A nawet i później. Chcę uczestniczyć we wszystkim co robisz. Nawet kiedy 12 już Cię nie będzie... skejp, gg, telefon. To wszystko będę miała. Jestem gotowa poświęcić już chyba wszystko byle tylko utrzymać Cię przy sobie.
Boję się. Boję się, że odejdziesz, że znikniesz znowu, że to wszystko co się dzieje od dwóch dni to tylko mrzonka, bajka i znowu kurwa znikniesz a ja przez następne dwa lata i do końca zasranego życia będę pastwić się nad sobą i spać z Twoją czapką która dalej nosi ten jeden i ten sam zapach. Boję się, że moje serce dłużej nie zdzierży i że padnie. 
Ale kurwa. Odezwałeś się, do mnie. Dalej pamiętasz numer.
-Zaskoczona?
-Nie, zawsze wiedziałam, że kiedyś wrócisz.
-Jestem w szoku, że dalej masz ten numer, wow. 
-Jestem stała, nie pamiętasz?
-Pamiętam. 
-Obstawiałam, że odezwiesz się zaraz po tym jak wyjdę za mąż.
-Wyszłaś za mąż?
-A jak myślisz?
-Znając Ciebie nie.
Modliłam się, płakałam, piłam, paliłam, ćpałam, bawiłam się... wstawałam chora, byłam z Twoim najlepszym przyjacielem, szalałam za nim - bo widziałam w nim Ciebie. I wiem że nigdy nie będzie normalnie. Wiem, że nie będę miała Cię na wyłączność, wiem, że prawdopodobnie tylko w połowie będziesz szczery, wiem, że czeka mnie potok łez, nerwów, spalonych papierosów i hektolitry alkoholu, kłótnie, wrzaski, krzyki. Wszystko co najgorsze. 
Ale nie umiem już żyć bez Ciebie. Już nie mam na to siły. Przecież dłużej już nie wytrzymam. Nie wiem co zrobić, bylebyś już nie odszedł.
- Czy myślałaś czasem o mnie?
- Zawsze.
- Jak to zawsze?
- Marzyłam o tym co Ci zrobię jak Cię dorwę.
- Marzenia się spełniają. 

Boże nie masz pojęcia ile razy w moich myślach Cię zabijałam. A ile wybaczałam Ci wszystko. Nie masz pojęcia ile marzyłam o tym że kiedyś przypełzniesz a ja będę stać z niewzruszoną miną i patrzeć jak pytasz czy możesz ze mną pogadać. A teraz? Mam ochotę rzucić wszystko i biec do Ciebie.
To jak jazda kolejką górską w dół kiedy wiesz, że zaraz polecisz jeszcze niżej i niżej, jak gdyby coś rosło w Tobie i nie są to motyle, jakbyś mogła latać, ale jednocześnie coś trzymało się szpilkami do ziemi. Chce Ci się wymiotować, ale nie możesz. Chcesz umrzeć z tego wewnętrznego bólu ale jednocześnie gapić się w sufit bezczynnie i myśleć. Nie wiem jak czują się inni zakochani, ale mój świat właśnie obrócił się o 360 stopni, i czuję się chora. Jak nigdy.


Reposted byevlynnablestastewords1996justfeelMirahuanalauferpastelinalittledarling
Older posts are this way If this message doesn't go away, click anywhere on the page to continue loading posts.
Could not load more posts
Maybe Soup is currently being updated? I'll try again automatically in a few seconds...
Just a second, loading more posts...
You've reached the end.

Don't be the product, buy the product!

Schweinderl